Czy jest w życiu coś więcej?

Spróbuj Alpha i poszukaj odpowiedzi.


Parafianie z dekanatu Kolbudy pod przewodnictwem ks. Pawła Borkowskiego za zgodą dziekana i proboszczów w.w. dekanatu zapraszają na Alpha.



logo



Czym jest Alpha?

Kolacja

Każde spotkanie rozpoczyna się kolacją. Co ważne, podczas posiłku nie będziesz czuł się samotnie. Otwartość na drugiego człowieka i życzliwa atmosfera to ważny element tej części spotkania.

Wykład

Kolejnym punktem programu jest wykład. To doskonała okazja, by poszerzyć i uporządkować swoją wiedzę a przy okazji dobrze się bawić. Podczas prelekcji dowiesz się m.in. czym jest chrześcijaństwo, jaki związek ma z naszym życiem Jezus, jaki sens ma nasze życie. Ale nie tylko. Dowiesz się także, dlaczego menedżer szybko przepłynął basen, poznasz historię pewnej miłości oraz odpowiesz sobie na pytanie dotyczące Twoich… butów.

Dyskusja

Po wykładzie odbywają się spotkania w małych grupach dyskusyjnych. To czas na wypowiedzenie własnych opinii i wątpliwości, wysłuchania zdania innych. Zasada obowiązująca w tej części spotkania to: możesz zapytać o wszystko. Alpha to miejsce, gdzie żadne pytanie nie jest zbyt naiwne czy niestosowne. Spotkanie w grupie to również okazja do poznania bliżej innych ludzi.

Dzień Alpha

W trakcie kursu organizowany jest Dzień Alpha. Wspólny wyjazd to doskonała okazja do poznania nie tylko innych ludzi ale również i siebie.

Najczęściej zadawane pytania

Co to jest Alpha?

Alpha to cykl 11 spotkań o Chrześcijaństwie. Ale nie tylko. Alpha to próba spojrzenia na temat wiary z zupełnie innej strony. To wymiana doświadczeń, ciekawi ludzie, zabawa i dyskusje o sprawach, które być może od dawna Cię nurtują.

Dla kogo jest Alpha?

Ta edycja Alpha Oliwa jest dla wszystkich dorosłych. Każdy jest mile widziany bez względu na wiek, wykształcenie czy przekonania. Możesz przyprowadzić również swoich znajomych.

Ile trwa Alpha?

Alpha trwa 11 tygodni. Najlepiej jest gdy nie opuścisz żadnego spotkania, jednak jeśli są ważne powody można opuścić sesję.

Ile to kosztuje?

Kurs Alpha jest całkowicie bezpłatny. Jeśli zechcesz, możesz wnieść dobrowolny datek lub po prostu przynieść coś na wspólną kolację: cukierka, jabłko albo jakieś ciastka.

Alpha w kościele katolickim


"Alpha to bardzo ciekawa inicjatywa, w której świeccy pomagają odnaleźć żywą wiarę swoim koleżankom i kolegom. Widzę, że przynosi dobre owoce. Spotkania Alpha'y odpowiadają na wielką potrzebę ukazywania żywego Chrystusa. Życzyłbym sobie, aby wszyscy młodzi ludzie mogli zapoznać się z Kursem Alpha!"


Ks. Kardynał Stanisław Dziwisz, Metropolita Krakowski

Apb Grzegorz Ryś o Alpha

Źródło: Maksencjusz TV

Alpha w kontekście katolickim

Źródło: Alpha Polska

Uczestnicy o Alpha


Patrycja

Mam na imię Patrycja. Jestem żoną i mamą dla trójki naszych dzieci. Razem z moim mężem, już w narzeczeństwie, wiedzieliśmy, że chcemy formować się we wspólnocie, że potrzebujemy tego aby budować naszą jedność, umacniać się i wzrastać w wierze. Szukaliśmy swojego miejsca, od kilku lat jesteśmy częścią wspólnoty małżeńsko-rodzinnej. Przeżyłam kilka wyjazdów formacyjnych, rekolekcji, kursów, dni skupienia, ale moja żywa relacja z Bogiem Ojcem i Jezusem Chrystusem rozpoczęła się około 1,5 roku temu.

Możesz trwać w jakimś ruchu, wspólnocie, grupce, ale dopóki w sercu nie zapragniesz prawdziwie poznawać Boga Ojca w Trójcy Jedynego, nie zapragniesz przeżywać swojego życia z Nim jako z Osobą, którą kochasz, nie zapragniesz oddać mu kierownicy swojego życia, dopóty będziesz po prostu przechodniem, obserwatorem, widzem, będziesz przeżywać swoją wiarę jako dodatek, jako jakiś element życiowej układanki a nie jako fundament na którym budujesz.

Tak było chyba ze mną… Chciałam, ale nie do końca i nie całkowicie, zawsze pragnęłam być bliżej, a z drugiej strony … chyba bałam się tego co będzie jeśli powiem Bogu TAK całkowicie, bez zastrzeżeń. Ok. 1,5 roku temu po przeżyciu seminarium odnowy wiary postanowiłam, że decyduję się wejść w relację z NIM bez zachowawczej ostrożności, bez zostawiania sobie furtki…. Kolejnym krokiem było pragnienie uczestniczenia w kursie Alpha. Choć tak do końca nie wiedziałam czemu – nie miałam zbyt wielu pytań związanych z wiarą bo lata formacji zrobiły swoje, jednak coś, a raczej KTOŚ mówiły „idź…”. O tym kursie słyszałam już dużo wcześniej, ale byłam sceptyczna.

Wątpliwości zawsze były moją mocną stroną:))) to one, bardzo często, nadawały kierunek mojemu życiu, niestety także w wierze. Nazywałam je moim poczuciem bezpieczeństwa, moją wewnętrzną potrzebą spokoju, miały jeszcze wiele innych imion, każde stanowiły świetną wymówkę:) Wiedziałam, że już nie one mają być fundamentem moich wyborów, że nie chcę im ulegać, choć jeszcze w dniu rozpoczęcia kursu Alpha były na tyle silne, że myślałam aby zrezygnować z uczestnictwa w nim.

Na kurs zapisałam się, bo chciałam pogłębiać moją relację z Bogiem, nie pragnęłam spotkań z ludźmi. Moje plany nie są jednak planami Boga, znów zobaczyłam że On ma dla mnie dużo więcej, obficiej i inaczej:) Zapomniałam, że Bóg pragnie abyśmy budowali relację z Nim na MIŁOŚĆI do bliźniego – do drugiego, także obcego mi człowieka. Zrezygnowałam ze swoich oczekiwań i dałam się poprowadzić Duchowi Świętemu i ekipie kursu Alpha.

Spotkania na kursie mają formułę składającą się z trzech bloków: na początku jest posiłek/poczęstunek, potem wykład, a następnie spotkania w małych grupkach i dyskusja, dzielenie się spostrzeżeniami, w wolności. Zaczęłam cieszyć się tym czasem, kiedy mogłam zjeść posiłek przygotowany przez kogoś innego, dla mnie, nie musiałam się spieszyć, mogłam po prostu być – z innymi, poznawać ich, dać poznać siebie. Z perspektywy czasu widzę jak poruszająca mnie była ta atmosfera serdeczności i bezwarunkowości, tzn. nie musiałam nic w zamian dawać, otrzymywałam, ale nie musiałam nic od siebie dać, nikt niczego ode mnie nie oczekiwał. Dzisiaj spotykam tych ludzi, przyjaciół, cieszymy się swoim widokiem, sobą, rozmawiamy i czuję jak wiele dostaję przez poznanie tylu osób z bliskiego mi sąsiedztwa, z którymi mogę otwarcie cieszyć się naszą wiarą i jej przeżywaniem.

Weekend Alpha był kolejnym przełomem w moim życiu – na nim Bóg znów delikatnie odpowiedział na moje TAK dla Niego. Wiedziałam już, że nie chcę zrezygnować z tej drogi na której jestem, że mój kierunek jest jeden – do serca Boga Ojca, przez Jezusa Chrystusa. Oczywiście wciąż niestety jestem grzesznikiem, złoszczę się na swoje dzieci, na męża, ulegam słabościom, grzeszę, ale stale chcę się nawracać i stale iść już tylko w tym jednym, właściwym kierunku.

Dzisiaj z perspektywy ponad roku czasu, po byciu uczestnikiem kursu Alpha a następnie byciu w ekipie organizującej taki kurs mogę zaświadczyć, że dostaję więcej niż mogłam sobie wyobrazić… . Kiedyś, na słowo ewangelizowanie, dawanie świadectwa dostawałam gęsiej skórki i uciekałam w obawie, że ktoś zechce abym w tym uczestniczyła. Dziś jest to moją radością:) Chwała Panu!:) Patrycja.


Danka 59 L

Na imię mam Danka. Znacie mnie, bo codziennie spotykamy się w Kolbudach.

Jakby ktoś m-c temu powiedział mi, że będę stała w kościele przed ołtarzem i dawała świadectwo to bym mu nie uwierzyła. Moje świadectwo to dowód, że plany boskie są nieprzewidywalne i nie jesteś w stanie im się przeciwstawić. Postawiłeś mnie tu Panie -więc jestem.

Chciałabym Wam opowiedzieć o moim życiu, jego radościach i smutkach zwykłym życiu samotnej matki.

Wyobraźcie sobie, że wasze życie to pudło rozsypanych puzzli a każdy rok to jeden element życiowej układanki. Jest element rodziny, pracy, znajomych i Boga. Jeżeli wszystkie elementy są na swoim należnym miejscu powstaje piękny obraz, obraz naszego życia. Jeżeli próbujecie swoje życiowe puzzle ułożyć na chybił-trafił powstanie chaos, elementy się z sobą nie połączą powstaną miejsca puste niczym nie wypełnione. Nikt nawet wy sami nie poznacie, że to obraz waszego życia.

Był czas, że nie miałam czasu i cierpliwości by moje puzzle pasowały do siebie, wydawało mi się, że im więcej majątku zdobędę tym większe bezpieczeństwo zapewnię sobie i mojej rodzinie.

Więc dużą część życia poświęciłam na to pożal się Boże bezpieczeństwo. Chciałam więcej i więcej

Przekonałam się jak los potrafi być przewrotny. Majątek, który miał mi zapewnić bezpieczeństwo, pogrążył mnie tak, że w krótkim czasie straciłam wszystko. Zostałam sama bez środków do życia z dwójką małych dzieci. Mój świat się rozsypał nic i nikt nie był w stanie mi pomóc. Przestałam wychodzić z domu, wydawało mi się ze wszyscy się śmieją za moimi plecami. Długo wychodziłam z depresji w końcu dotarło do mnie, że muszę walczyć o byt dla moich dzieci. Znowu próbowałam ułożyć sensownie moje życiowe puzzle. Jest taki mądry wyraz -dywersyfikacja ryzyka to znaczy nie stawianie wszystkiego na jedną kartę. Nauczona złymi doświadczeniami postanowiłam zapewnić byt mojej rodzinie z różnych źródeł. Jedna praca to za mało mogę ją stracić, dwie prace – dam radę przecież chodzi o dobro moich dzieci. Nie mogą być gorsze od innych muszą mieć markowe ciuchy, lepsze wakacje atrakcyjne zajęcia. Więc tyrałam, tyrałam jak niewolnik własnych dążeń. Okazało się po latach, że moje dzieci jako najpiękniejszą część dzieciństwa wspominają czas gdzie często jedynym posiłkiem były placki ziemniaczane i ciuchy z lumpeksu, ale za to bez ograniczeń miały w domu mamę, która zawsze była gdy wracały za szkoły.

Rozumiecie paradoks-ja zaharowywałam się dla ich szczęścia a one wcale nie były szczęśliwe.

Kiedyś w tym pędzie trafiłam do kościoła-nie pamiętam na pogrzeb czy chrzciny czy inną uroczystość kościelną wymagającą mojej obecności.

Siadłam w ostatniej ławce i…tak już zostałam. Nie musiałam nigdzie biec, nikomu się tłumaczyć wstawałam, klęczałam z innymi i spodobał mi się ten spokój. Zaczęłam chodzić do kościoła nie na msze nie słyszałam kazań nie widziałam ludzi siedziałam jak jeż najeżona obca wśród obcych.

Pewnego dnia przed ołtarzem stanął młody, napakowany człowiek. W/g mnie bardziej pasował na stadion Lechii niż do kościoła. Zaczęłam słuchać co mówi. Mówił o Bogu, o zmianach jakie dokonał w jego życiu i jakby ktoś chciał, miał pytania czy wątpliwości to on zaprasza na spotkanie gdzie będzie można uzyskać odpowiedź. No wątpliwości to moja specjalność od razu pomyślałam, że on stoi i mówi do mnie i tylko dla mnie. Wzięłam ulotkę i zapisałam się na nic mi nie mówiący kurs Alfa.

We wrześniu minął rok jak brałam udział w tym kursie powiem krótko to był mój brakujący życiowy puzzel. Niewyobrażalnym jest jak spotkania z ludźmi mogą zmienić życie człowieka. Przyznam, że nie uzyskałam odpowiedzi na wszystkie pytania, ale mam na to całe życie i będę ich szukać. W zamian znalazłam nowa duchową rodzinę. Do kościoła przychodzę na Mszę, a nie odsiedzieć godzinę. Gro uczestników znam po imieniu-to normalne ludzie w rodzinie się znają. Moja życiowa układanka puzzli nabrała sensu – Bóg, rodzina, praca, znajomi wszystko jest na swoim właściwym miejscu. Zdarza się, że jakiś życiowy przeciąg jakieś puzzle przesunie lub odwróci ale wiem, że mam przyjaciół, którzy pomogą mi by wszystko wróciło do normy.

Teraz z perspektywy czasu myślę, że to nie ja znalazłam Boga, szukałam ale nie potrafiłam w masie codzienności Go odnaleźć, to Bóg mnie znalazł ,zmienił moje życie, sprawił że jest spokojne, szczęśliwe. Sprawił, że mimo stresu stoję przed wami i otwieram swoje serce.

Chciałabym za to wszystko Mu podziękować i powiedzieć:

Panie to Ty mnie znalazłeś podniosłeś me dłonie i roztopiłeś me serce Panie to Ty mnie znalazłeś i nie chcę w życiu niczego więcej Nie dałeś mi darów języków Panie Ale mi dałeś moje pisanie Nie jestem Panie w piśmie uczona, ale mam Twego krzyża ramiona I wiem, że w każdej życia godzinie Twa miłość do mnie nigdy nie zginie Panie to Ty mnie znalazłeś Podniosłeś me dłonie i roztopiłeś me serce Panie to Ty mnie znalazłeś i nie chcę w życiu niczego więcej


Asia 37 L

Kurs Alfa przypadł na wyjątkowy okres mojego życia, przebywałam wówczas na urlopie macierzyńskim. Moją codziennością była opieka
nad dwójką małych dzieci, dlatego każde wtorkowe wyjście z domu było
dla mnie świętem. Było to jak „spa” dla ciała i ducha. Dlaczego dla ciała? Każde spotkanie poprzedzała wspaniała kolacja przy pięknie nakrytym stole ozdobionym wazonami z kwiatami i tak przy blasku świec można było zajadać się ciastem i innymi smakołykami. Gdy opowiadałam o tym znajomym to przede wszystkim pytano mnie o cenę udziału w Alfie.
Mnie też dziwiło to, że kosztowało mnie to tylko wyjście z domu.
Posiłek w miłym towarzystwie był jednak tylko wstępem do tego,
co na pewno zapamiętam na długo. Myślę ,że kurs uświadomił mi,
jak bardzo w życiu brakuje nam obecnie rozmów dotyczących spraw ważniejszych niż ciekawe promocje w supermarkecie. W pracy czy wśród znajomych temat duchowości nie istnieje z obawy przed ośmieszeniem się lub ze względu na tak zwaną poprawność polityczną.
Na codzień wolimy tematy mniej drażliwe i nie tak osobiste. Na Alfie mogłam posłuchać relacji innych ludzi na temat ich wiary,
przeżyć i religijnych doświadczeń. Najbardziej niezwykłe było to,
że spotkałam tam ludzi z różnych środowisk, których z pewnością nie poznałabym w innych okolicznościach.
Wszystkich nas łączyła chęć rozmowy, a czasem tylko wysłuchania innych bez dzielenia się swoimi przemyśleniami.
Czas trwania kursu był dla mnie zbyt krótki, by nawiązać przyjaźnie na całe życie, jednak ludzi z mojej grupy dyskusyjnej nie zapomnę nigdy.
Dla mnie kurs Alfa to przede wszystkim wstęp do jakiś zmian
w dotychczasowym życiu, choć nie wiem jeszcze jakich.
To trochę jak wielka chęć wyjazdu w podróż bez konkretnych planów i mapy.


Marcin 41 L

Dla mnie Kurs ALPHA to był przede wszystkim CZAS.
Czas, który przeżywałem na kilka sposobów.
Po pierwsze był to czas dla mnie.
W gonitwie dnia codziennego, obowiązków w pracy,
w domu zawsze coś do zrobienia i dwójka małych dzieci,
zacząłem tracić czas dla siebie.
Po drugie był to czas na spotkania z ludźmi, którzy wierzą, myślą i czują
podobnie do mnie. Rozmowy prowadzone na wszystkie tematy: od luźnych
rozmów przy wspólnej kolacji po głębokie refleksje opowiadane sobie już w
małej grupce.
Przede wszystkim jednak był to czas dla Boga.
Czas, w którym żadne sprawy nie odrywały moich myśli od Niego,
który poświęcałem Bogu w 200% .
Spotkanie jest tak zorganizowane, aby wyciszyć myśli przy posiłku, w skupieniu
wysłuchać wykładu, by potem móc podzielić się swoimi wrażeniami .
Jest to czas kiedy możemy z innymi osobami podzielić się swoimi doświadczeniami,
ale też wysłuchać historii i opinii innych ludzi.
Czasami okazuje się, że to samo słowo każdy rozumie inaczej.
Kurs Alfa jest na pewno dla tych, którzy mimo że chodzą do kościoła, przyjmują
Komunię Św.  – mają pytania i chcą czegoś więcej, chcą spojrzeć głębiej. To jest
czas, który pozwoli zgłębić i umocnić swoją wiarę. Pozwala nam być nie tylko
słuchaczem jak na Mszy Św. ale daje możliwość abyśmy to my mogli się
wypowiedzieć.


Ewa 53 L

Odkąd pamiętam zawsze chodziłam do kościoła, ale od dawna czułam wewnętrzną pustkę (czegoś mi brakowało).
Zaczęłam modlić się o głębszą wiarę i o to, żeby moja modlitwa była taką od siebie, a nie zwykłą regułką.
Msze Święte były zwykłym obowiązkiem, które trzeba spełnić, żeby czuć się lepiej w niedziele.

Na kazaniu mało słuchałam, bo przecież później trzeba tak dużo zrobić, ale byłam w kościele i „odpękałam” Mszę. Kiedyś mówiłam, że chodzę do kościoła, żeby się lepiej czuć (dla siebie), teraz mogę powiedzieć, że chodzę aby spotkać się z Bogiem – On tam czeka na mnie.

Wyjazd na Dzień Alfa i modlitwa o napełnienie duchem Świętym była tak owocna, że od tego momentu odczuwam Jego obecność. Bardzo mi to pomaga w codziennym życiu. Jestem spokojniejsza i każde niepowodzenie przyjmuję z pokorą, bo ufam, że Bóg wie co robi i że w Jego działaniu jest jakiś sens. Dawno temu próbowałam czytać Biblię, ale nic z tego nie zrozumiałam i przestałam czytać. Pomyślałam, że to nie dla mnie. Stał się cud – teraz biorę Biblię, rozumiem ją i chętnie ją czytam. Na Alfie jest tak wspaniała atmosfera i  czasu upływa bardzo szybko –  za szybko, bo są tam fajni ludzie.

Z niektórymi znałam się tylko z widzenia, a teraz rozmawiamy jak bliscy znajomi i mam nadzieję, że tak już zostanie. Od tej pory bardziej pracuję nad tym, żeby być dobrym człowiekiem i lepszym katolikiem.

Chwała Panu.


Sławomir 43 L

Czy Alfa mnie zmieniła? Nie było olśnienia, wybuchu radości w sercu, zniewalającego dotyku Boga.
Nie stałem się tańczącym ze śpiewem na ustach i błogim uśmieszkiem na twarzy uduchowionym człowiekiem. Czy mogę zatem dać świadectwo? Myślę że właśnie dlatego powinienem dać świadectwo tego, co dał mi kurs Alfa.

Do koncepcji kursu podchodziłem sceptycznie. Zalatywało jakimś sekciarstwem, kojarzyło mi się bardziej z kursem jogi niż chrześcijańską inicjatywą. Przecież chodziłem co tydzień do kościoła, trzymałem się wybranych prawd wiary oraz większości przykazań – te mniej pasujące odstawiłem na bok,
bo były zupełnie niepasujące do współczesnego świata – i jakoś to leciało…
Z młodości miałem doświadczenia wspólnot przykościelnych, bywało tam nieźle, ale były to raczej miejsca, gdzie chodziło się z prostego powodu – nie było żadnej alternatywy na spędzanie wolnego czasu dla młodego człowieka na naszej wsi. A potem można już było ten czas spędzać w knajpie więc można sobie było odpuścić…

Jednak z biegiem lat, w gonitwie pomiędzy pracą, żoną, dziećmi, nauką, gdzieś powoli zaczęła pojawiać się pustka. Z czasem coraz bardziej odczuwałem brak czegoś – czego nie umiałem nazwać. W życiu powodziło mi się świetnie – dobra praca, dobre wykształcenie, spokój w domu… Jednak im intensywniej się uczyłem
i pracowałem, tym głębszy pojawiał się strach przed utratą wszystkiego co mam – albo mi się przynajmniej tak wówczas wydawało. Gdzieś na przełomie 40-stego roku życia – wieku trudnym dla każdego mężczyzny, ssanie tej wewnętrznej próżni stało się nieznośne.

I wówczas pojawiły się ogłoszenia informujące o kursie. Jak wspomniałem – podszedłem do nich bardzo na zimno. Jednak Alfa niejako „otoczyła” mnie. Znajomi zapraszali na Alfę. Nieznajomi zapraszali na Alfę. Alfa wisiała na plakatach na każdym przystanku. Alfa – choć to niewiarygodne – patrzyła na mnie z mojej lodówki. Dla świętego spokoju poszedłem na spotkanie.

Kurs Alfa jest czymś zupełnie innym niż „oazowe” spotkania młodych – bynajmniej takie jak ja je pamiętam. Nie będę opisywał, jak to wygląda, zawsze można przyjść i zobaczyć. Najważniejsze że nikt, nikogo, do niczego nie przymusza – i można po prostu wstać wyjść i nie przyjść więcej. Można siedzieć wszystkie spotkania i nie odezwać się ani słowem. A można i gadać praktycznie bez przerwy…

Podczas kolejnych spotkań rozmawialiśmy. Stawialiśmy sobie pytania, które każdy normalny człowiek powinien sobie postawić, a jakoś nigdy nie ma czasu ani odwagi. Odkryłem że tworzenie sobie własnego Boga i własnego chrześcijaństwa takim jak bym chciał aby było pasujące do mnie i moich zachcianek, niekoniecznie jest drogą słuszną.

Na którymś z kolejnych spotkań wewnętrznie się przełamałem. Sam przed sobą i Bogiem przyznałem,
że sam nie poradzę sobie z tym co siedzi w mojej głowie. Jak wspomniałem – na własne potrzeby wytworzyłem sobie nieświadome własną „wersję chrześcijaństwa” z której powycinałem niepasujące
mi elementy… Powrót z pewnych przyzwyczajeń wydawał się trudny, a nawet niemożliwy…

Nie mogę nazwać tego inaczej – w tym miejscu delikatne Duch Święty popchnął mnie palcem. Uleczył mnie z dnia na dzień. Nie stało się tak, że wstałem rano i nie czułem pokus.  To się nie zmieniło. Ale poczułem też siłę, która spowodowała, że z dnia na dzień mogę stawiać im czoła. Taką która pozwala mi
z dnia na dzień, powolutku stawać się – mam nadzieję – lepszym człowiekiem.

Nie wierzyłem że się uda. Dałem sobie czas do końca Alfy. Działało i nie puszczało. Mnie twardogłowego „betona”, który sceptycznie podchodzi o wszelkiego rodzaju wylań Ducha Świętego, omdleń, gwałtownych nawróceń i objawień Duch Święty trafił zupełnie „na zimno”.

Bez euforii, powoli, racjonalnie – dotknęło mnie coś nieprawdopodobnego. Poczułem wsparcie i pewność, której było mi brak. Po 14 latach przerwy, skorzystałem z sakramentu pokuty.

Nie stałem się innym człowiekiem. Alfa nie odmieniła radykalnie mnie ani mojego świata. Dalej wstaję rano, chodzę do pracy, złoszczę się na żonę, upadam, błądzę i często robię rzeczy paskudne.  Ale Alfa pozwoliła mi otworzyć się na działanie Boga. Pozwoliła ponownie uwierzyć, że nie jestem sam.
I że jest Bóg, z którym wszystko jest możliwe. Trzeba tylko pozwolić mu działać i wszystko będzie dobrze.

Chwała Panu.


Danusia

Dzisiejszy świat wydaje się bezwzględny, szybki w którym nie ma miejsca dla osób słabych.
Co raz częściej obserwuje się brutalną walkę o pozycję, pieniądze czy też dobra materialne.
Ludzie staję się obcy względem siebie. Czynienie dobra jawi się nie jako cel, tylko jako środek do osiągania niekiedy przerażających celów.
Człowiek gubi się w otaczającej rzeczywistości.
Ja osobiście przeżywając trudny okres dojrzewania również doświadczyłam takiego zdezorientowania.
Myślę że proces dorastania trwa przez całe życie i każdy okres w życiu jest ważny.
Próbowałam odnaleźć się w świecie i stworzyć swoją tożsamość nie rezygnując przy tym z Pana Boga.
Bóg bowiem był i jest dla mnie bardzo ważny.

Wymyśliłam sobie, że będę taką współczesną chrześcijanką. Będę podążać za kreowanymi przez media pseudo moralnymi wartościami, a  Pan Bóg i Biblia będzie dla mnie tylko zbiorem wartości, które będę wprowadzać do mojego życia bądź nie w zależności od sytuacji.
Niestety taka postawa szybko doprowadziła mnie do wypalenia, rozpaczy i poczucia beznadziei.
Brak prawdziwej relacji z Bogiem wyniszczał mnie wewnętrznie.
Przychodząc na pierwszy kurs Alfa byłam mniej więcej w takim położeniu.
Obecnie to jest już mój trzeci kurs Alfa. Każdy jest inny i w każdy jestem coraz bliżej Boga.
Tutaj doświadczyłam szczególnego spotkania z Panem Bogiem. Moje życie diametralnie się zmieniło. Każdy dzień jest dla mnie ogromnym szczęściem. Możliwość przepracowania każdego trudnego lub mniej trudnego problemu z Panem Bogiem daje mi ogromną siłę.
Świadomość, że nie jestem sama z jakimikolwiek przeciwnościami daje nadzieję.
Odpowiadając na głos Boga czuję niezmierną miłość. Jego wielkie miłosierdzie i wolność jaką mi daje pozwala mi odnaleźć swoje miejsce w świecie.
Słowo, w którym Bóg mówi do mnie wyprowadza mnie z poczucia bezsensu.
Kolejny raz przekonuję się że miłość uskrzydla i zwycięża wszystko, a miłość Pana Boga do mnie i moja miłość względem Pana Boga ma szczególną moc.

Chwała Panu!


Krzysztof 51 L

Mam na imię Krzysztof i wziąłem udział w kursie Alfa razem z moją żoną Olą, a to świadectwo powstało jako podziękowanie. Może krótko o nas: małżeństwo, dwóch dorosłych synów, co niedzielę na mszy św., choć komunia już nie tak regularnie.

Ola usłyszała o kursie już jakiś czas temu. Podszedłem do pomysłu uczestnictwa z dystansem – w końcu praca itd. Pierwsza próba i okazało się, że nie ma już miejsc. Potem rozpoczęliśmy remont dachu, więc może następna edycja. Niestety przed startem kolejnej edycji bardzo ciężko zachorowała moja Mama. Zamieszkała u nas. Staraliśmy się nią opiekować. Bardzo duża część tego wysiłku spadła na barki Oli. Mimo to, a może właśnie trochę dlatego postanowiła jednak spróbować wziąć udział w kursie.

W którymś momencie, w tzw. „międzyczasie” usłyszałem podczas świadectwa na mszy świętej, że najbardziej owocny jest udział obojga małżonków w kursie. Nie dawało mi to spokoju i w końcu postanowiłem dzielnie towarzyszyć żonie. Na pierwsze spotkanie udało mi się wprawdzie nie dotrzeć, ale potem byłem już na wszystkich. Kurs trwał trochę czasu i w pewnym momencie postanowiliśmy, może nie od razu się nawrócić, ale chociaż zrobić Panu Bogu trochę więcej miejsca w naszym życiu. Pan Bóg tę przestrzeń chętnie wypełnił, a efekt? No cóż, cytując: „Pan Bóg obdarza obficie”.

Otrzymaliśmy niezwykłą ilość sił i wewnętrznego pokoju. Dodatkowo muszę się przyznać, że od wielu miesięcy czy może już lat czułem rosnące znużenie. Być może za dużo aktywności zawodowej – trudno powiedzieć. To wszystko minęło jakoś niezauważenie, więc należy to chyba potraktować jako duchowe uzdrowienie. Potrafiliśmy przyjąć i pogodzić się z odejściem Mamy. Dziś uważamy, że każdy dostaje „swój kurs” wtedy gdy tego potrzebuje najbardziej. Każdy jest gdzieś na swojej drodze do Pana, a my czujemy teraz, że na tej drodze jesteśmy trochę bliżej Niego.

Chciałbym opowiedzieć jeszcze o innym wymiarze kursu. Spotkania zaczynają się posiłkiem, wszyscy jedzą, żartują, rozmawiają o wszystkim i o niczym. Potem jest konferencja i dyskusja w małych grupach.

Konferencja i wymiar edukacyjny wydawały mi się czymś oczywistym, czymś czego oczekiwałem. Ale dyskusja? Jedzenie? Słysząc takie informacje przed kursem nie byłem specjalnie przekonany do całego pomysłu. Muszę oddać sprawiedliwość przygotowującym różne smakołyki, ale doświadczyliśmy czegoś więcej niż smaczne jedzenie i nieformalna, sympatyczna atmosfera. W trakcie kursu patrzyliśmy na siebie oraz innych ludzi i widzieliśmy jak powstają, a potem umacniają się więzi sympatii między uczestnikami kursu. Przed kursem nie zależało mi jakoś specjalnie na poznawaniu nowych osób. Teraz pierwszy cieszę się na to, że po każdej mszy świętej w naszej parafii spotykamy przyjaciół z Alfy. Ludzi w różnym wieku, których łączy to, że są uśmiechnięci, otwarci, przyjacielscy, skorzy do serdeczności i pomocy. Jak zauważyła Ola, to buduje jakieś niezwykłe poczucie wspólnoty.

Nie mogę się oprzeć by nie zacytować w tym miejscu naszej przyjaciółki, która w trakcie kolacji zamykającej kurs stwierdziła (cytat z pamięci) „zawsze jak widzę kogoś z Alfy mam banana na twarzy”.

I właśnie za to wszystko jesteśmy wdzięczni.

Chwała Panu!


Dorota 46 L

Mam na imię Dorota.

Na kurs Alfa zapisał mnie i siebie mój mąż. Była to już trzecia edycja tego kursu u nas w parafii.
Na kursie byłam głównie słuchaczem. Po pierwszym spotkaniu nie spałam, po kolejnych trzech, też nie. Rozmawiałam zawsze długo z mężem na temat wykładów. Przemyślenia i pytania, które się pojawiały  nie pozwalały mi zasnąć. Piąte spotkanie Alfa było poświęcone modlitwie.
Jak zwykle nie mogłam zasnąć i wtedy zaczęłam się modlić i … zasnęłam.
Czułam, że ta modlitwa była inna niż dotychczas.

Potem wszystko zaczęło się zmieniać. Z każdego spotkania wynosiłam coś dla mnie ważnego.
Na nowo poznawałam Boga, działanie Ducha Świętego i moc modlitwy.
Wewnętrznie czułam wielki spokój. Zaczęłam się cieszyć każdym dniem.

Moje córki też uczestniczyły w kursie Alfa, w edycji dla młodzieży.
Myślę teraz, że to było zaplanowane u Góry /kiedyś bym powiedziała, że tak fajnie się złożyło/, że ich kurs był zaraz po naszym.

Obserwowałam Je z mężem jak się zmieniają. Nie zdawałam sobie sprawy, że One obserwowały nas wcześniej.
Powiedziały nam, że teraz już nas rozumieją dlaczego byliśmy tacy radośni jak wracaliśmy z kursu.

Jako rodzina kochamy się mocniej, bardziej rozumiemy, a najważniejsze, że wiemy i mówimy,
że kochamy Boga.

Na kursie poznałam osoby, które są dla mnie jak Bracia i Siostry. Czekałam na każdą środę by się z Nimi spotkać.  To Oni dawali mi siłę na kolejny tydzień, a później pokazali dorgę do Wspólnoty Kościoła Domowego do której teraz należę.

Dziękuję Bogu za ludzi, których postawił na mojej drodze.


Pamela 30 L

Witam,

Nazywam się Pamela, i chciałabym zaprosić Was do uczestnictwa w kursie Alfa ze względu na owoce, jakich można doświadczyć.

Odkąd pamiętam byłam wierząca i przez 95% mojego życia praktykująca. Zawsze miałam przekonanie, że Bóg działa w moim życiu i czułam jego obecność, jednak zaczęłam nawiązywać bliższe relacje z Jezusem dopiero od ponad roku. Stało się to dzięki jednemu z kazań, które wygłaszał ks. Piotr Wicki i właśnie jedynym zdaniem, które zapamiętałam było to, że do zbawienia potrzebna jest nam relacja z Bogiem. Wtedy zaczęłam częściej czytać Pismo Święte oraz bardziej regularnie zaczęłam się modlić, w nowy sposób.

Na kurs Alfa zaprosił mnie kolega z pracy mówiąc, że jest kolacja na zakończenie edycji kursu, w której on brał udział. Trochę poczytałam o Alfie i przyszliśmy z mężem zobaczyć jak to wygląda. Początek kolacji był taki, że trochę ciężko było się odnaleźć, ale gdy przyszedł moment dawania świadectw przez poprzednich uczestników, już po kilku minutach wiedziałam, że:

po pierwsze: będziemy chodzić na Alfę,
po drugie: ja też wygłoszę świadectwo 🙂

I tak się zaczęło. Wiele osób mówiło o niesamowitej mocy Ducha Św., która dotknęła ich w trakcie dnia Alfa. Był to długo oczekiwany przez nas dzień i choć mógł on wiązać się z „fajerwerkami”, (ponieważ to właśnie w tym dniu często następowały wielkie i radykalne przemiany w życiu innych ludzi), ja starałam się nie oczekiwać zbyt wiele, ponieważ wiem, że dla każdego z nas Pan Bóg ma inny plan.

Ja doświadczam na co dzień wielu łask Bożych i wiem, że zawierzenie Jezusowi własnych problemów i słabości bardzo ułatwia mi życie, więc z cierpliwością i pokorą czekam do dziś na pełną przemianę i spełnienie tych próśb, których dotyczyła modlitwa wstawiennicza, w której brałam udział w dniu Alfa.

Alfa stała się rutynową częścią naszego życia na tyle, że miałam wrażenie, że już zawsze co tydzień we wtorek będą spotkania. Aż trudno było uwierzyć, gdy ekipa mówiła, że to już przedostatnie spotkanie. Tak szybko mijał czas zarówno samej kolacji, w trakcie której można rozmawiać o czymkolwiek, potem wykładu, a następnie małych grupek – ta część była dla nas zawsze za krótka i wychodziliśmy mając niedosyt, że przecież jeszcze tyle tematów chcielibyśmy poruszyć.

Dziękuję Krzyśkowi za to, że mnie zaprosił, bo jest to niezwykłe 11 tygodni, w czasie których można poznać bliżej drugiego człowieka, nasycić się niezwykle charyzmatycznymi treściami wykładów Nickiego Gumbell’a, który ma niesamowity dar mówienia o Trójcy Św. oraz czas, by porozmawiać z innymi o własnych „przygodach” z Bogiem.

Każda z historii jest inna, ale jeśli w którymś miejscu naszej drogi zaprosimy Boga i mu zaufamy, zobaczymy raz na zawsze, że On jest i chce być z nami.

Chwała Panu!


Ania 29 L

Mam na imię Ania, piszę to świadectwo aby powiedzieć wam jak Bóg może wkraczać w życie każdego z was –  jeśli tylko pozwolicie mu wejść do swojego serca.

Moje „stare życie” – bez Boga na pozór nie było jakoś spektakularnie straszne ale mimo wszystko puste a z czasem pojawiły się konsekwencje grzechów, które popełniałam. Od czasu do czasu co prawda chodziłam do kościoła ale nikt tak naprawdę nie przekazał mi głębi chrześcijaństwa. Żyłam w konkubinacie przez wiele lat. Niby wiedziałam, że to było złe ale było wygodnie i bez wysiłku. Kiedy już poczyniliśmy z partnerem plany względem sformalizowania związku – dowiedziałam się że mój narzeczony zdradza mnie z moją przyjaciółką a do tego mój ojciec zachorował na raka. Odeszłam od  narzeczonego a mój tata w niedługim czasie zmarł. Mój cały świat totalnie się rozpadł. Byłam zrozpaczona, załamana, na totalnym dnie emocjonalnym. Miałam pretensje do Boga dlaczego pozwala mi tak cierpieć, krzyczałam na niego wręcz z całym stosem pytań i czekałam na jego odpowiedź bo w głębi serca miałam nadzieję że ten miłosierny Bóg jednak istnieje i może w końcu stanie się coś bym Go doświadczyła.

Znajoma poleciła mi bym wybrała się do kościoła do Przywidza. Dzięki świadectwom przedstawionym tam na niedzielnym kazaniu –  zapisałam się na kurs Alfa, pomyślałam:  „skoro faceci wychodzą i mówią takie rzeczy na kazaniu to musi być COŚ wielkiego”.

Od razu wszystko mi się spodobało, każde spotkanie ładowało we mnie energię. Wiedziałam już na pewno że Bóg istnieje i po mału zdejmuje mi klapki z oczu. Każdy wykład trafiał do mojego serca, zaczęłam rozumieć jak działa Bóg. Otworzyłam moje serce i po którymś z wykładów pomodliłam się do Jezusa – modlitwą oddania się w jego ręce, modliłam się prosto z serca, a to co się ze mną działo ciężko opisać słowami. Potok łez się ze mnie wylewał bezwładnie i bardzo długo a ja cały czas się modliłam własnymi słowami….

Od tego wieczoru Jezus wkroczył w moje życie, Duch Święty mnie prowadzi a Bóg zabrał ogromny ból który nosiłam w sobie po stracie narzeczonego i ojca. Tak po prostu cały ból zniknął! Ciężar który nosiłam od ponad roku – Jezus zamienił w radość. Zewnętrznie byłam  tą samą osobą ale wewnętrznie Bóg zmienił mnie całkowicie. Moje serce przepełnia radość i miłość które ciężko opisać słowami. Sama – nie radziłam już sobie z życiem i wewnętrznym bólem , miałam myśli samobójcze , z Bogiem i przemianą którą we mnie uczynił – mogę góry przenosić i dzielić się miłością i radością z każdym człowiekiem ! Rodzina i znajomi są świadkami mojej przemiany, mówią że jestem inna osobą. Dziękuję Bogu codziennie, że sprawił iż trafiłam na ten kurs. Każdemu z całego serca polecam ten kurs i nie tylko- każda forma zbliżenia się do Boga wyda ogromne owoce 🙂 Chwała Panu 🙂


Jarek

Witam, mam na imię Jarek. Jestem „zwykłym” facetem, mężem i ojcem, z zawodu informatykiem.

Dla mnie kurs Alpha to przede wszystkim SPOTKANIE:

Spotkanie z Bogiem – przed kursem wydawało mi się że jestem już całkiem „zaawansowanym” w wierze, od 3 lat przeżywam nawrócenie, chodzę regularnie do Kościoła, spowiadam się i modlę. Wydawało mi się że poznałem już Boga bardzo dobrze. Jakże się myliłem! Kurs Alpha pokazał mi że Pana Boga nie można zamknąć w żadne ramy, że w tym życiu nie przyjdzie moment gdzie będę mógł stwierdzić że już wszystko o Nim wiem. Bóg jest nieskończonością, ciągłym poznawaniem, odkrywaniem, „przygodą” na całe życie i poza nie. To niesamowite…

Spotkanie z żoną – w kursie brała udział również moja żona. Było do dla nas wspólne przeżycie, o którym dużo rozmawialiśmy i rozmyślaliśmy. Bardzo rozwinęło to nasze wspólne, małżeńskie podejście do życia duchowego. We mnie samym zmienił się sposób postrzegania mojej żony i naszego małżeństwa. Dostrzegam teraz jak ważną rolę w tym związku pełni Bóg. Niesamowite dla mnie teraz jest to że mogę się wspólnie z żoną modlić, rozmawiać swobodnie o wierze, przeżywać razem to co kiedyś przeżywałem w samotności.

Spotkanie z innymi ludźmi – jestem z natury introwertykiem, raczej samotnikiem i milczkiem niż „duszą towarzystwa”. Od dłuższego czasu ciężko mi się rozmawiało ze znajomymi i bliskimi, którzy nie przeżywali wiary tak jak ja. Ciężko mi było mówić o Jezusie, o wierze i moich rozterkach z tym związanych. Na kursie spotkałem osoby które miały podobny problem – w końcu mogłem się wygadać :). Do tego spotkałem wielu wspaniałych ludzi, bardzo otwartych, życzliwych, pomocnych. Narodziły się relacje, które (tak to czuję) mogą stać się początkiem przyjaźni. To wszystko w ciągu kilku tygodni – dla mnie to niewiarygodne przeżycie.

Spotkanie ze sobą – a konkretnie z moją wiarą. Dzięki kursowi bardzo ugruntowała się moja wiara w Jezusa Chrystusa. Przed kursem było to bardzo ulotne, niestabilne doświadczenie. Poprzez kurs i rozważania które dzięki niemu przeżyłem zrozumiałem że Jezus Chrystus i wiara w niego, to konkret a nie przemijające uczucie, czy jakieś „duchowe”, ulotne doświadczenie. To rzeczywistość tu i teraz, w której żyjemy na co dzień, a która objawia się nam w bardzo różny sposób – trzeba tylko uważnie patrzeć 🙂

Spotkanie z wiedzą – w trakcie kursu uderzyła mnie niesamowita rzetelność, konkretność i prostota w przedstawianiu ważnych tematów dotyczących wiary chrześcijańskiej. Nicky Gumbel (którego wykładów słuchaliśmy) to prawnik z wykształcenia i widać/słychać to w jego konferencjach. Omawiając poszczególne tematy przytacza dużo faktów (również historycznych), czasem wręcz nazywa je „materiałem dowodowym”. Podaje też sporo przykładów z życia własnego, swoich bliskich czy też innych znanych osób. Mówi językiem prostym, ciekawie i lekko. Okrasza swoje wypowiedzi dużą ilością humoru co sprawia że słucha się tego bardzo przyjemnie. Aczkolwiek same tematy omawiane w czasie konferencji do łatwych nie należą. Mimo to bardzo do mnie trafiły jego konferencje i dużo z nich wyniosłem.

Spotkanie z Duchem Świętym – muszę przyznać że z trzecią Osobą Boską miałem zawsze największy problem. Nie rozumiałem kim jest, po co został nam dany itp. Kurs Alpha, a szczególnie dzień Alpha bardzo dużo wyjaśnił mi w tej sprawie. Owoce tego spotkania ujawniają się do dziś – wszystko co opisałem wcześniej mogę przypisać działaniu Ducha Świętego na którego otworzyłem się, bo w jakieś części zrozumiałem kim jest i jak mogę zaprosić go do swojego życia.

Chciałbym ze szczerego serca polecić wszystkim ten kurs. Nieważne czy jesteś „zaawansowany” w wierze, czy dopiero początkujący albo niewierzący. Warto zainwestować swój czas i energię bo jeżeli dobrze do tego podejdziesz – owoce tego spotkania mogą przerosnąć Twoje oczekiwania – tak było w moim przypadku :).


Tomasz

Mam na imię Tomasz. Mam 42 lata. Jestem żonaty i wspólnie z żoną wychowujemy trzech synów w wieku 20, 16 i 7 lat.

Przez ostatnie 14 lat prowadziłem działalność gospodarczą. Obecnie jestem kierowcą zawodowym. Pochodzę z wierzącej i praktykujący rodziny. Moja żona również.

O Kusie Alfa pierwszy raz usłyszałem od księdza Piotra Wieckiego, wikarego z naszej parafii podczas kolędy na początku tego roku.Kolejny raz usłyszałem o Alfie od mojego sąsiada, który powiedział mi, że będzie organizował ten kurs razem z grupą znajomych i że zaprasza mnie do uczestnictwa w ekipie organizacyjnej.

Na początku się wahałem. Pomyślałem też, że to nie dla mnie. Słowem kluczem który otworzył mi drzwi do uczestniczenia w tym wydarzeniu było słowo POMOC.  Pomoc w rozstawieniu stołów i krzeseł, talerzyków itp.

Przystępując do organizacji Kursu ewangelizacyjnego Alfa niczego nie oczekiwałam.

Alfa to 11 spotkań oraz Msza w odnowie Duchu Świętym. Stałą częścią każdego spotkania jest wykład oraz spotkanie w małej grupie podczas którego rozmawiamy.Dla mnie osobiście najważniejsze były właśnie te wspólne rozważania. Z założenia padają pytania na które każdy z uczestników może jeśli chce odpowiedzieć co czuje i myśli. Są to pytania których sam bym sobie nie zadał.

Wiadomo, że jeżeli pada pytanie to na pewno pojawi się też odpowiedź. Wcześniej czy później. Okazało się natychmiast, że każda odpowiedź zbliżała mnie do Boga przewartościowując to, co do tej pory wydawało się niezmienne. Niezmienne, bo po części odtrącone świadomie, po części „rozjechane” codziennością.

Dzięki uczestnictwie w spotkaniach zacząłem dostrzegać uczucia i wrażliwość bliźnich. Do tej pory w relacjach z ludźmi, między innymi ze względu na wykonywaną wcześniej pracę handlowca, byłem bardzo powierzchowny, zatraciłem zdolność empatii. Zrozumiałem też, że człowiek bez miłości jest niekompletny, bo to miłość jest paliwem życia, które daje nam siły nawet w sytuacjach, które wydają się bez wyjścia.

Dwa lata temu zmarł mój tata. Bardzo mi go brakuje.
Sam od wielu lat jestem ojcem. Teraz wiem, że moim obowiązkiem jest oddać miłość, którą od niego otrzymałem, moim dzieciom. Bezwarunkowo.
Od dłuższego czasu miałem skomplikowane relacje z najstarszym synem. Nie spełniał moich oczekiwań. Nie pomagał mi w ogrodzie, nie wykazywał zaintersowania tym co do Niego mówię, czego od Niego oczekuję.

Teraz wiem, że wynikało to z tego, że już wcześniej nie okazywałem mu miłości.
Dzięki Alfie odpowiedziałem sobie, co jest ważne w moim i nie tylko moim życiu. Odpowiedziałem zgodnie z Prawdą i w Prawdzie.

Czuję i wiem że Bóg to Prawda i Miłość.
Kurs Alfa polecam wszystkim całego serca.
Pozdrawiam księdza Piotra, mojego sąsiada oraz Ciebie który czytasz to świadectwo.

Tomek.


Ewa 43 L

Chodzę do kościoła dopiero od sześciu lat.Całe życie mówiłam, że jestem wierząca, niepraktykująca.

Na kurs alfa zapisał mnie mój mąż. Przed każdym spotkaniem wymyślałam powody, żeby tylko na niego nie iść. Nie podobało mi się siedzenie z obcymi ludźmi przy stole, nie podobał mi się facet, którego wykładów słuchaliśmy. Rozmowa w małych grupkach była dla mnie koszmarna. Gdy tylko wsiadałam do samochodu po spotkaniu zaczynałam narzekać, jęczeć i marudzić. Mówiłam, że więcej tam nie pójdę. Przez cały tydzień myślałam o sprawach, które były ta, poruszane:

-Czytanie pisma świętego: inni czytają biblię, a ja nawet nie wiem, gdzie PismoŚwięte’ jest w domu

– Modlitwa: ludzie mówią o tym, jak się wspólnie modlą, jak się należy modlić, a ja ‘’paciorek’’ i do łóżka.

Te wszystkie sprawy utwierdzały mnie w przekonaniu, że jestem beznadziejna, że daleko mi do Boga, że nie nauczę się tego wszystkiego, że nigdy tego nie ogarnę.

Zbliżał się Dzień Alfa, była to sobota, którą mieliśmy spędzić wszyscy razem. Byłam bardzo zła, że zmarnuje wolny dzień.

Ksiądz głosił konferencje w kaplicy. Coś zaczęło się ze mną dziać. Nie miałam żadnych pytań, nie miałam żadnych pretensji. Niektóre słowa słyszałam głośniej, pojedyncze słowa wywoływały mój płacz. Czułam się pusta, nic nie wiedziałam.

Usłyszałam, że mamy otworzyć drzwi do swojego serca, że wystarczy je odrobinę uchylić. Czułam się pusta. Podeszłam do księdza, powiedziałam, że nic nie wiem, że jestem pusta. Ksiądz powiedział ,,Daj się napełnić’’.

I napełnił mnie Duch Święty. Zalała mnie niewyobrażalna miłość Boża, miłość, która się ze mnie wylewa. Bóg powiedział, że nieważne są moje grzechy, słabość, on mnie niewyobrażalnie kocha. Nigdy wcześniej nie czułam takiego spełnienia. Patrzę na ludzi i bardzo ich kocham. Kiedyś myślałam, że jestem dobrą matką- teraz to dopiero jestem dobrą matką. Patrzę na moje córki z uwielbieniem, widzę jak są idealnie stworzone na Jego podobieństwo.

Byliśmy dobrym małżeństwem- dopiero  teraz jesteśmy idealnym małżeństwem. Mój mąż zalewa mnie miłością i dobrocią.

Przez dwadzieścia lat miałam bardzo złe stosunki z moją mamą, Jezus w jeden dzień to naprawił.

Narodziłam się po raz drugi. Jezus codziennie odpowiada na moje pytania, codziennie w moim życiu dokonuje się cud.

Jezus usługuje mi każdego dnia, a ja usługuję Jemu.

 Chwała Panu  – EWA


Zuzanna

Przed moim uczestnictwem w Kursie Alfa, uważałam się za osobę wierzącą, za poprawną katoliczkę, która chodziła do kościoła, modliła się rano i wieczorem, obchodziła święta kościelne itd. Jednak czułam że coś jest w moim życiu nie tak, że czegoś wciąż mi brakuje. Zastanawiałam się dlaczego tak się dzieje. Aż w końcu byłam w stanie jasno sprecyzować trzy rzeczy, przez które czułam się nieszczęśliwa.

Zanim rozpoczął się Kurs Alfa w naszej parafii, podczas jednej z homilii, usłyszałam słowa, które mną wstrząsnęły. Były strzałem wymierzonym prosto we mnie (tak to wtedy odebrałam). Podczas kazania, nasz ksiądz  odniósł się do tego czym jest pełnia życia. Wymieniał wiele rzeczy, pośród których padło kluczowe dla mnie zdanie: „czy myślisz że macierzyństwo jest pełnią życia, że macierzyństwo jest wszystkim, co możesz najlepszego zrobić na tym świecie?”.

Odkąd urodziły się moje dzieci, angażuję się w ich wychowanie w domu. Zrezygnowałam na ten czas z pracy zawodowej, wierząc w to że moja obecność, czas jaki z nimi spędzam i relacje jakie z nimi buduję, to największa wartość, jaką mogę im dać. Dlatego słowa wypowiedziane przez księdza uderzyły mnie dogłębnie! Poczułam się tak, jakby wszystko co do tej pory robiłam dla moich dzieci – czyli najważniejszych dla mnie istot, straciło swą ważność, swój sens. Więc jeśli nie to jest najważniejsze, to pytam się, gdzie jest ten sens, sens życia?

Po drugie, na myśl o własnej śmierci czułam wielki strach i lęk. A skoro uważałam się za katoliczkę, to raczej nie powinnam w ten sposób myśleć.

Po trzecie, świadomość, że nie mogę przyjmować Eucharystii, coraz bardziej mnie bolała na każdej mszy św.
Niedługo po tym usłyszałam, że jest organizowany w naszej parafii Kurs Alfa. Nigdy wcześniej nie należałam do wspólnot, nie brałam udziału w żadnych kursach przy Kościele. Pomyślałam, że może tam dostane pomoc, że ktoś odpowie na moje pytania…Odpowiedzią i pomocą był dla mnie, w czasie trwania kursu, DZIEŃ ALFA. Nie będę zdradzać szczegółów co się tam wydarzyło, może sam tego doświadczysz, jeśli tylko dasz sobie szanse na to spotkanie.

Po Kursie Alfa nic już nie jest dla mnie takie samo. To właśnie tam, dowiedziałam się jak mało wiem o naszej religii, jak powierzchowna była moja wiara i jak słabą relacje z Bogiem miałam do tej pory.

Co się zmieniło w moim życiu patrząc z perspektywy czasu?

Teraz wiem, że wszystko co do tej pory robiłam dla moich dzieci jest oczywiście ważne, ale najważniejszym zadaniem dla mnie jako matki, jest doprowadzić moje dzieci do Boga.
Strach o przyszłość i śmierć nie paraliżuje mnie, bo wiem że żyjąc blisko Boga, on mnie pokieruje, wskaże mi drogę którą mam iść.

Moja modlitwa jest bardziej osobista, stała się rozmową i wspólnym przebywaniem z Bogiem.
Otwarcie rozmawiamy w naszym domu o Bogu, uciekamy się do Niego w sprawach ważnych jak i tych najbardziej błahych.

I pomimo tego, ze wciąż mam przeszkodę by przyjmować komunię, nauczyłam się przyjmować Pana Jezusa duchowo. Bóg jest tak cudowny, że stawia na mojej drodze osoby, które wiem, że w mojej intencji przyjmują sakrament Eucharystii. Nie czuje już bólu, nie czuje się gorsza. Jestem dla Boga perłą.

Dopiero po Kursie Alfa wiem, że wierzyć to nie znaczy wierzyć jedynie w to że Bóg jest, ale w to że mnie kocha, taką jaką jestem.

Chwała Panu!

Zuzanna


Krzysztof

Do pójścia na kurs Alfa zachęciły mnie właściwie dwie rzeczy:

  1. Zmiany, oczywiście pozytywne, które zaszły i nadal zachodziły w mojej żonie
  2. Ciekawość i chęć uczestniczenia w modlitwie wstawienniczej, chęć bycia świadkiem i obiektem tzw. wylania Ducha św., chciałem zobaczyć i przeżyć takie wielkie fajerwerki (o których słyszałem) – o tym kilkukrotnie myślałem w przeszłości, ale zawsze na myśleniu się kończyło.. był to taki słomiany zapał, który nigdy wcześniej nie przerodził się w czyn, w poszukanie jakieś wspólnoty, w udział w rekolekcjach itp.

Kiedy na jednym z pierwszych spotkań dostałem pytanie: po co tu przyszedłem? – miałem już trochę inne pragnienie. Przywołam tutaj obraz z polskiego filmu „U Pana Boga za piecem”, w którym proboszcz – jeden z bohaterów tego filmu – ilekroć miał jakiś problem do rozwiązania lub pewną refleksję, dzielił się z nią z bliską sobie „Najświętszą Panienką”; rozmawiał z nią tak, jakby stała obok niego, lub jechała z nim na rowerze. On miał z nią relacje, był w bliskości. Takiej bliskości ja chciałem z Bogiem. Wówczas to moje pragnienie było jakieś trochę bajkowe, wiem że wówczas tak naprawdę nie wierzyłem, że tak może być.

Kurs sobie biegł, mijały pierwsze spotkania, a ja zacząłem zauważać zmiany w swoim życiu – choć przyznam się, że nie widziałem jakoś związku między tym co słyszałem na kursie, o czym rozmawialiśmy, ale …. zmiany następowały, czułem, że coś się ze mną dzieje, że inaczej patrzę na to co mnie otacza, inaczej zaczynam się modlić, inaczej uczestniczę we Mszy Św.

Mniej więcej w połowie kursu wypadł ten dzień na który czekałem – czyli tzw. dzień Alfa i… ale po nim poczułem pewien niedosyt, bo dla mnie nie było tych fajerwerków – tak wówczas myślałem, ale dzisiaj już wiem, że ja ich nie dostrzegłem, bo zmiany w moim życiu zaszły gigantyczne.

W przeciwieństwie do, z pewnością, większości z Was (którzy to czytacie lub słyszycie), ja niestety nie mogę przyjmować komunii w postaci Najświętszego Sakramentu – żyję w związku niesakramentalnym. Słyszałem już kiedyś o czymś takim jak komunia duchowa, ale były to dla mnie jakieś bajki, coś niezrozumiałego, coś bezsensownego. Dzisiaj wiem czym dla mnie jest Komunia Duchowa, na żadnej mszy sobie jej nie odpuszczę, na każdej mszy się nią nasycam i fakt tego spotkania z Jezusem jest dla mnie bardziej żywy, bardziej realny niż kiedyś brany przeze mnie opłatek. Mój odbiór Mszy Św. jest czymś zupełnie nowym. Dzisiaj mogę powiedzieć, że kiedyś to był chiński film, a teraz mam włączone napisy, wiem co tutaj się wydarza, a nawet więcej – nie tylko wiem, że tutaj na ołtarzu jest Jezu Chrystus, ale czuję jego obecność. To powoduje, że nie chodzę tak jak kiedyś na mszę, bo chodzić trzeba, z jakiegoś obowiązku, aby odhaczyć punkt niedzielnego programu, ale przychodzę tutaj z przyjemnością, a na buzi mam banana. To jest taka sama radość jak pierwsze spotkanie z ukochaną kobietą – czasu wtedy się nie liczy, chce się być uczestnikiem, a nie obserwatorem.

Zmiany nastąpiły również w modlitwie. Kiedyś pacierz był .. chyba przyzwyczajeniem, wypełnieniem jakiejś polisy, aby życie dalej wiodło się spokojnie, ewentualnie prośba aby to i owo się w nim poprawiło. Dzisiaj na np. wieczorną modlitwę czekam, cieszę się że za chwilę będę miał spotkanie z Duchem Świętym, Bogiem i Jezusem Chrystusem. Czasami do tego grona dołącza się ktoś jeszcze. Dzisiaj nie pędzę, aby dojechać do ostatniego słowa pacierza, dzisiaj są to chwile, które chcę aby trwały, nie patrzę na zegarek, tak jak na zegarek nie patrzy podczas spotkania z ukochaną osobą.

To dzięki kursowi, a właściwie już dzięki owocom kursu moje żony, później rozwijanym na mojej Alfie, zobaczyłem jak głupio, bezsensownie nie korzystałem z tego co Bóg podawał mi na wyciągnięcie ręki. Nie wiem czy dowiedziałbym się, że mogę przystępować do spowiedzi … rozgrzeszenia oczywiście nie dostanę, ale i tak to spotkanie mnie oczyszcza, a słowa od Boga podane przez spowiednika to podpowiedzi jak, z tym ograniczeniem jakie mam jednak zbliżać się do Boga, jak w innych aspektach budować z nim relacje, jak kłaść coś dobrego na tej drugie szali licząc ma to, że Bóg w swoim miłosierdziu da mi zbawienie. I właśnie ten okres, ze wszystkimi owocami, po kursie Alfa udowadnia mi ,że moja nadzieja nie jest płonna. Bo Jezus wpuszczony przeze mnie upięknił moją miłość do żony, do dzieci – ona była zawsze, ale teraz jest taka jakby to były nasze pierwsze chwile, pojawiła się u mnie znacznie większa wyrozumiałość, cierpliwość.

Pojawił się również spokój w odniesieniu do tego co mnie otacza, co jest poza domem. Na plan dalszy zeszły sprawy zawodowe, ustąpiły jakieś polityczne niepokoje, jakieś myśli o wojnach.

Działanie Ducha Św. widzę również w tak banalnych sprawach jak moje zachowanie za kółkiem. Kiedyś bardzo szybko się wzburzałem gdy ktoś za wolno ruszał spod świateł, gdy zawadzał mi na lewym pasie… dzisiaj takie sytuacje też się zdarzają… inni kierowcy nadal jeżdżą za wolno, ale ja już nie zaciskam brwi, czasami pomyślę „Boże daj mu trochę temperamentu”.

Kiedyś, gdybym miał się sklasyfikować, to powiedziałbym o sobie: wierzący i praktykujący, ot taki przeciętny, …. ale ja wcześniej nie wiedziałem co to znaczy wierzyć, to dopiero teraz mam doświadczenie wiary.


Beata

Początki z Kursem Alfa były zaskakujące, ponieważ przeczytałam na drzwiach kościoła informację, która zachęciła mnie i zapisałam się na niego.

Jeszcze przed Kursem wystąpiły przeszkody ze strony bliskich mi osób i pewne niepowodzenia.

Czułam się jak czarna owca- niegodna, grzeszna i zabłąkana. Ostatecznie jednak wzięłam udział w Kursie Alfa.

W czasie naszych spotkań ludzie, którzy je prowadzili sprawili to, że cieszyłam się z tego bycia razem. W piękny sposób zaopiekowali się mną, na każdym kroku czuło się troskę, gościnność, serdeczność –  niezapomniane chwile „nie do wycięcia”.

Odnalazłam to czego szukałam.
Teraz dzięki wsparciu osób mogę obfitować w nadzieję, że będzie jak ma być. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo –  ale może być radośnie.

Ks. Piotr swoją dobrą kapłańską postawą pokazał, że można inaczej, lepiej okraszać życie prawidłowymi emocjami, patrząc sercem, duszą, trwając w Duchu Świętym, który jest miłością.

Ten kurs dał mi takie mocne wzmocnienie jak wiatr w żagle.
Wskazał na Słowo Boże i uzmysłowił, iż mogę teraz być świadkiem wiary i nieść nadzieję innym.
Odtąd jestem cały czas w drodze i wiem, że Jezus Chrystus wszystkim się zajmie, bo jest Prawdą, Życiem i Drogą do wieczności.

Chwała Panu.


Kasia

Na Kurs Alfa trafiłam krótko po wejściu do nowej wspólnoty, zachęcona dobrymi ocenami tego kursu. Wcześniejsze lata życia spędziłam wieloletnio w innej wspólnocie, przeżyłam w czasie tych lat formacji, wiele kursów, wyjazdów poświęconych budowaniu wiary. Chcę przez to powiedzieć, że moja potrzeba skorzystania z Kursu Alfa, można powiedzieć jak sama nazwa wskazuje- Kursu Podstawowego, budującego podstawy chrześcijaństwa i świadomość chrześcijanina co do istnienia, boskości Jezusa, działania w naszym życiu, osoby  Ducha św, budowania wspólnoty Kościoła, ewangelizacji nie wynikała z jakichś wielkich pytań w tym temacie, ponieważ miałam już w swoim złudnym  myśleniu, że mam tę wiedzę dosłownie w małym palcu. Ciekawa jednak byłam co też nowego spodziewać się mogę po Alfie skoro są nad nim takie zachwyty, a że wspólnotowi ludzie  tak gremialnie sami weszli w te ofertę duchową więc  i ja się odważyłam  by nie być gorszą;)

Kurs Alfa okazał się bardzo zaskakującym, odkrywczym rodzajem „rekolekcji”. I zaskoczył mnie w wielu wymiarach zdecydowanie na plus żeby nie było wątpliwości..

10 spotkań dochodzeniowych co tydzień oraz w planie kursu wyjazd weekendowy przy warunkach jakie miałam dwójka malutkich dzieci- wszystko to dało się opanować przy minimalnej chęci pomocy najbliższych, same spotkanie kursowe jest zamknięte w krótkiej półtora godzinie, nie opuściłam ani jednego spotkania, gdyż Kurs był po prostu atrakcyjnie, profesjonalnie przygotowany pod każdym względem.

Zaskoczyła mnie po pierwsze konwencja spotkań zaczynająca się od spędzania miłego czasu z nowo poznawanymi ludźmi w dobrych humorach, przy wspólnym stole podczas wyśmienitej kolacji, jaka jest punktem żelaznym kursu Alfa.

To bardzo otwierało, nastrajało pozytywnie do  wejścia w  dalszy przebieg spotkania- konferencji, na koniec dzielenia się w mniejszych grupach tym jakie są nasze  refleksje, doświadczenia własne,  pytania  w omawianym w danym dniu spotkania temacie.

To właśnie te konferencje  w moim wypadku głoszone z oryginalnych nagrań przez pomysłodawcę Kursu Alfa  Nickiego Gumbela-dostępne też na kanale you toube, chciałabym najmocniej pochwalić bo były głoszone  w sposób niesamowicie przekonujący, logiczny, powiązany udowadniały wszystko w co wierzę od dziecka, czasem bez wnikania dlaczego, a co dotąd  trudno było mi uargumentować wobec osób do wiary w Jezusa zdystansowanych czy wręcz niewierzących. Okraszone to wszystko zabawnymi anegdotami.  Po prostu kapitalne!.

Wspaniały, bogaty w przeżycia był też wyjazd uczestników Alfy, na którym Duch św. pokazywał nam jak wyposaża każdego chrześcijanina, do czego powołuje, kim jesteśmy i możemy się stać w Kościele. Miałam poczucie prestiżu mojej wiary, tego jak ważna jest w nim moja konkretna rola. To co otrzymałam na Alfie rzeczy stare ale przekazane całkiem na nowo i inaczej,  świeżo pielęgnuję stale i pogłębiam. Ten Kurs i dalsza formacja we wspólnocie pokierowały mnie daleko wgłąb mojej wiary.

Na ten kurs wypchnęłabym każdego w każdym stanie kondycji duchowej  począwszy od 18 roku życia do wieku leciwego , mówiąc, idź człowieku drogi baw się dobrze z nowymi ludźmi bo to będzie niezapomniany dla Ciebie czas, posłuchaj, doświadcz wspaniałości naszej chrześcijańskiej, katolickiej wiary, co ona nam oferuje, do czego nawołuje, w jakiego Boga my wierzymy, co On dla nas zrobił w Jezusie, jakie oręże włożył do naszych rąk, umysłów i serc byśmy mogli żyć w zwykłej codzienności jak prawdziwi bogacze, byśmy umieli skutecznie mówić innym o Bogu w którego wierzymy.

Katarzyna Z.


Ania

Mam na imię Ania. Od 10 lat jestem żoną, a obecnie także mamą trzech córek. Swoje nawrócenie przeżyłam jeszcze w liceum, mając 16 lat. Było to w trakcie letnich rekolekcji Ruchu Światło-Zycie, popularnie nazywanego „Oazą”. Od tamtej pory Duch Święty prowadził mnie przez różne wspólnoty. Od wspomnianej Oazy przez Odnowę w Duchu Świętym, w której formowałam się w czasie studiów, skończywszy na rodzinno-charyzmatyczno-ewangelizacyjnej wspólnocie „Czas dla rodzin”, w której posługuje razem z mężem przeszło 9 lat. W trakcie tego prawie 20-letniego okresu pogłębiania więzi z Jezusem Zmartwychwstałym dane mi było doświadczyć różnorakich rekolekcji, warsztatów i kursów przybliżających do Boga. Jakiś czas temu brałam udział w kursie Alfa, organizowanym przez naszą wspólnotę. Spodobała mi się jego formuła, zasadniczo różna od znanych mi do tej pory z różnych rekolekcji, czy wydarzeń religijnych. Zaczynanie spotkania od wspólnej kolacji, możliwość swobodnej wypowiedzi każdego z uczestników przyczyniły się do stworzenia dobrej atmosfery oraz wzajemnej otwartości wśród biorących udział w kursie. Pozwoliło mi to z kolei spojrzeć życzliwie na każdego uczestnika i zobaczyć, jak bardzo głęboką tęsknotę za Bogiem nosi w sercu każdy z nas. Nauczania na temat fundamentów naszej wiary były wygłoszone w sposób prosty i wyjaśniający wiele wątpliwości ,a także porządkujący dotychczasowe moje doświadczenia w wierze i wiedzę religijna.

Wiem, że ten kurs może stać się cennym doświadczeniem dla każdego chrześcijanina, bez względu na to, czy dopiero rozpoczął swoja przygodę z Bogiem, czy służy Mu od dawna, a może najbardziej, jeśli żyje z dala od Boga i nie jest pewien nawet tego, czy On w ogóle istnieje.

 Anna


Tomek

Gdy pierwszy raz usłyszałem sformułowanie KURS ALFA miałem 35 lat i pomyślałem, że to jakiś kurs dla liderów lub ludzi, którzy chcą stać się liderami. Alfa kojarzyło mi się z samcem Alfa. W ogóle mnie to nie zainteresowało. Nie miałem ochoty uczestniczyć w żadnym szkoleniu, a szczególnie o tematyce przywództwa.

Zdziwiło mnie, gdy mój kolega poprosił mnie bym pomógł mu taki kurs zorganizować. Powiedział mi, że dużo dobrego o nim słyszał i że czuje przynaglenie by taki Kurs odbył się w Gdańsku.

Pojechaliśmy razem na konferencję poświęconą temu Kursowi do Warszawy. Tam dowiedziałem się jak bardzo moje pierwsze wrażenie było mylne. Jednym z prelegentów na tej konferencji był członek Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. Nowej Ewangelizacji.
Oto fragment notatek, jakie wtedy zrobiłem:
 Kurs Alfa jest bardzo dobrą metodą współdziałania Kościoła świeckiego z hierarchicznym. Nastawiony jest na ożywienie parafii. Jego celem jest pobudzenie wspólnoty parafialnej do bycia wspólnotą żywą i przekazującą życie.
Po co?
Ponieważ mamy w Kościele wiele osób „wierzących i praktykujących, lecz bez wiary”.
Ludzie są moralnie pogubieni. Zdarzają się intencje mszalne o pomyślny zabieg wykonania aborcji u córki. Przyzwolenie rodziców na „luźne” związki dzieci.
Ludzie chodzą do kościoła w celach terapeutycznych – np. By się wyciszyć, by nabrać sił, by odsapnąć – nie zauważając obecności Boga.
Polska stała się krajem misyjnym i potrzebuje misjonarzy.
Obecne społeczeństwo wymaga by Jezusa głosić w nowy sposób, z duchem obecnych czasów i z wykorzystaniem ludzi świeckich…
Ludzie świeccy podobnie jak duchowieństwo są powołani do troski o Kościół.
Tak właśnie działa Alfa. Troska o Kościół wyraża się tu poprzez stworzenie ludziom możliwości kontaktu z Jezusem Chrystusem. 
Rolą świeckich nie jest zastąpienie księdza, lecz współdziałanie z nim. Ważne by na kursie Alfa był ksiądz. Nie powinien on jednak  zdominować kursu-
wystarczy, że będzie, że pojawi się, dobrze jak wygłosi nauczanie.
Współdziałanie odbywa się również po kursie, gdyż o nowo nawrócone osoby trzeba zadbać. Trzeba znaleźć dla nich miejsce w Kościele. Pozostawienie tych osób bez opieki, bez wprowadzenia do wspólnoty może spowodować szybkie ostygnięcie ich wiary. Ponowne rozpalenie tych osób jest niezwykle trudne.

Po jego prelekcji nie miałem już wątpliwości odnośnie sensu organizacji tego dzieła. Włączyłem się w przygotowanie Kursu Alfa i przeżyłem go jako jeden z organizatorów.
Szczerze polecam ten Kurs, a szczególnie polecam go mężczyznom. Mężczyznom którzy tak jak ja są trochę uparci, dumni, przeświadczeni o swej wiedzy i racji może nawet aroganccy. Jego formuła w żaden sposób nie narusza wolności osoby. Nie wywiera presji i szanuje przekonania każdego uczestnika. Nie narzuca wniosków, a co najwyżej skłania do refleksji i do szukania odpowiedzi.
Kurs ten z założenia ma cel ewangelizacyjny, lecz nawet jeśli cel ten nie zostanie osiągnięty u uczestników to pozostają pozytywne efekty w postaci zawiązania nowych znajomości, relacji koleżeńskich a częstokroć przyjaźni.

Tomek

Już wkrótce zapisy na kolejny kurs Alpha.


Jeśli jesteś zainteresowany uczestnictwem w kursie Alpha skontaktuj się z nami.

Kontakt

Email

aplhakolbudy@gmail.com

Adres

Parafia św. Floriana

ul. Wybickiego 34

83-050 Kolbudy

Wsparcie dla Alpha


Projekt realizacji Kursów Alpha w Dekanacie Kolbudy uzyskał akceptację ks. Dziekana Czesława Hybla
oraz księży Proboszczów z parafii naszego dekanatu.
Opiekunem duchowym tego projektu do czerwca 2018 był ks. Piotr Wiecki, a obecnie jest nim ks. Paweł Borkowski.

Aby wesprzeć finansowo realizację  Kursów Alpha w dekanacie Kolbudy przekaż dowolną kwotę na subkonto bankowe projektu Kursy Alpha w Fundacji Chrystusa Sługi.
WSZYSTKIE WPŁACONE ŚRODKI PRZEZNACZANE SĄ NA KURSY W NASZYM DEKANACIE

Fundacja Chrystusa Sługi
ul. Gen. Sosnkowskiego 3C/14 80-041 Gdańsk
email: fundacjachrystusaslugi@gmail.com
Nr rachunku  44 1030 0019 0109 8503 40002766 – rachunek PLN
www.fundacjachrystusaslugi.pl

Prosimy o umieszczenie informacji DAROWIZNA na Kursy Alpha w tytule wpłaty.